Tytuł Wierzę w Kościół. Podręcznik do nauki religii dla klasy VI szkoły podstawowej; Autorzy praca zbiorowa, Stanisław Łabendowicz; Producent Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu; Klasa 6; Rodzaj tradycyjny podręcznik; Język wydania polski; Język oryginału polski; Liczba stron 144; Data premiery 2014-09-04
Bp Śmigiel powiedział, że "Kościół katolicki nie zabrania kremacji, pod warunkiem że nie została ona wybrana z motywów przeciwnych wierze chrześcijańskiej". "Zaleca się grzebanie zwłok, ponieważ sam Chrystus chciał być pogrzebany i wyraża się w tym nasza wiara w Zmartwychwstanie" - powiedział bp Śmigiel.
Nadprzyrodzone wizje w Kościele. Fenomen objawień prywatnych: w co należy wierzyć, w co można wierzyć, a w co nie należy wierzyć? W Kościele zdarzają się ludzie, którzy mają nadprzyrodzone wizje i czują się powołani do obwieszczenia ich innym. Jaki stosunek powinniśmy mieć jako chrześcijanie do tego typu zjawisk? Trzeba
W czwartek 3 listopada w Sekretariacie KEP odbyła się konferencja prasowa zapowiadająca nowy program duszpasterski Kościoła w Polsce na rok 2022/2023. Stawiamy sobie jako główny zamiar uświadomić wiernym, że mimo trudnych spraw trzeba wierzyć w Kościół i Kościołowi. Wierzyć w Kościół dlatego, że jest rzeczywistością Bosko
Książka Wierzę w Kościół. Religia. Podręcznik. Klasa 6. Szkoła podstawowa autorstwa Janiga Waldemar, dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie . Przeczytaj recenzję Wierzę w Kościół. Religia. Podręcznik. Klasa 6. Szkoła podstawowa. Zamów dostawę do dowolnego salonu i zapłać przy odbiorze!
Kościół nie pozostawia wątpliwości. Według Kościoła jest to sprzeniewierzanie się wierze i tradycji dla zysku. Ludzie, którzy zarabiają w Polsce na Halloween, zwłaszcza jeżeli są
. Wierze w boga, a nie w kosciol. Autor Wiadomość Wierze w boga, a nie w kosciol. Spotkalem ostatnio interesujaca osobe. Mlody niemiec, kurcze chlopak inteligentny az milo, stypendysta, robi master z microsystems. Wierzacy, krzyz na szyi... raz siedlismy do flaszeczki i tak ogolnie zeszlismy na tematy wiary. Powiedzial mi cos takiego: "Wiesz co? Ja postepuje wg bibli. Czytam ja codziennie, wiara w boga daje mi sile. Tylko nigdy nie moglem sie doczytac, gdzie w bibli jest napsiane ze mamy sie sluchac tego tworu, jakim jest kosciol jako instytucja. Biblia sama w sobie mowi mi jak zyc, nie potrzebuje jeszcze tysiecy ludzi narzucacjach mi swoje interpretacje i odczucia. Jest papiez, nastepca swietego piotra i to jest w bibli... ale cala ta reszta?". W sumie spodobalo mi sie to... powiedzcie mi, wierzacy, jak na to patrzec? Crosis Musze nadmienic, ze gdybysmy wszyscy mieli w sobie tyle dobra i zyczliwosci do innych, co Heiko, swiat bylby o wiele piekniejszy. Kryzys Pt lip 29, 2005 21:59 1KOR13 Dołączył(a): Pt mar 25, 2005 15:52Posty: 586 Jak na to patrzeć to ja Crosisie niestety nie powiem, ponieważ nie możesz patrzeć na sprawę inaczej, jak tylko z własnej perspektywy. Tobie się takie podejście podoba, mi raczej niekoniecznie... Cóż, uważam, że ta sama Biblia na którą się powołuje Twój kolega stwierdza coś zupełnie innego. Kwestia interpretacji . Pozdrawiam, 1KOR13 Pt lip 29, 2005 22:02 Anonim (konto usunięte) No wlasnie, kwestia interpretacji. Ale z drugiej strony, nie lamie on zadnego nakazu jaki jest w bibli. To mnie zastanawia... jak to zostanie "osadzone". Czy zyjac dobrze, a wierzac tak jak on, bedzie on z innymi zrownany na sadzie ostatecznym? Uznaje slowa papieza itd, ale na tym to sie u niego konczy. Poza tym jednak, jesli on Ci tego sam nie powie, wezmiesz go za wzorowego katolika. Crosis Pt lip 29, 2005 22:05 1KOR13 Dołączył(a): Pt mar 25, 2005 15:52Posty: 586 Cytuj: Czy zyjac dobrze, a wierzac tak jak on, bedzie on z innymi zrownany na sadzie ostatecznym? A czemu miałby nie być zrównany? Nie mnie kogokolwiek osądzać. Nie widzę jednak powodu, dla którego z niewiary w Kościól miałoby wynikać potępienie... Kościół jest pomocą w drodze do zbawienia, ale nie jest koniecznością, bowiem liczne pierwiastki uświęcenia znajdują się także poza Kościołem katolickim (konstytucja Lumen gentium )... Pt lip 29, 2005 22:11 meritus Dołączył(a): Cz sie 05, 2004 17:05Posty: 1914 Jezus o tych, których powołał: Cytuj:Łk 10:1616. Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie do św. Piotra:Cytuj:Mt 16:18-19Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w Paweł:Cytuj:Ef 3:10-11Przez to teraz wieloraka w przejawach mądrość Boga poprzez Kościół stanie się jawna Zwierzchnościom i Władzom na wyżynach niebieskich - zgodnie z planem wieków, jaki powziął [Bóg] w Chrystusie Jezusie, Panu 5:25-27Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i Kor 3:17Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście. Pt lip 29, 2005 22:34 Andr2ej Dołączył(a): N lip 10, 2005 15:26Posty: 381 Uważam że każdy otwarty na Pismo Święte i poszukujący prawdy wcześniej czy później powinien dojść do tego iż Chrystus chciał założyć i założył Swój Kościół. Obiecał nam także Swoją obecność w nim, opiekę i prowadzenie. Bez kościoła i jego mądrości każdy interpretowałby sobie Biblię tak jak mu pasuje. Pod swój egoizm. Kościól stawia wymagania bo świętość to ciągłą praca nad sobą. Niestety wielu się to nie podoba. Wciąż chcieliby po swojemu czyli na skróty. PS. Zawsze prz takiej okazji przypominam historię Edyty Stein, żydówki, która zgłębiając filozofie odkryła jaka jest prawda. To odkrycie całkowicie odmieniło jej życie. Nawróciła się na katolicyzm i wstapiła do zakonu. _________________Bóg - jest miłością Jeżeli zło nie jest napiętnowane rozzuchwala się. Pt lip 29, 2005 22:39 Xenotym Dołączył(a): So kwi 23, 2005 17:37Posty: 820 Re: Wierze w boga, a nie w kosciol. Crosis napisał(a):"Wiesz co? Ja postepuje wg bibli. Czytam ja codziennie, wiara w boga daje mi sile. Tylko nigdy nie moglem sie doczytac, gdzie w bibli jest napsiane ze mamy sie sluchac tego tworu, jakim jest kosciol jako instytucja. Przekaż w moim imieniu (ups... katolika niepraktykującego), że Twój sympatyczny kolega.. nigdy by Biblii nie przeczytał gdyby nie było kościoła (no chyba, że byłby historykiem wyspecjalizowanym w mitologii wczesnochrześcijańskiej) _________________To beer, or not to beer? This is a question. Pt lip 29, 2005 23:07 Anonim (konto usunięte) Widzisz, tylko patrzac na niego, on nie wydaje sie isc na skroty. Poza tym kosciol uznaje, ale bardziej w roli wsparcia, niz interpretatora. Jak to sie wyrazil, kosciol chrystusowy tworza ludzie w modlitwie. jest nastepca piotra i jego kaplani, ale tego zrobilo sie za duzo. Za duzo wg niego zrobilo sie encyklik, zbyt wiele zaczeto "dokladac" do ogolnej wiary w imie pewnych interpretacji. Sam nie wiem, ale jako dla ateisty ma to dla mnie sens. Nie wyklucza on roli kosciola, ale bardziej uznaje go za wspolnote niz organizacje o takim wygladzie jak teraz. Wg niego glowne prawdy w bibli sa takie, aby kazdy mogl je wg swojego sumienia interpretowac i stosowac, a wyniki osadzi bog. Sam jednak powiedzial: pewne rzeczy sa tak oczywiste, ze nie wymagaja interpretacji. Crosis Pt lip 29, 2005 23:10 Anonim (konto usunięte) Xenotym, powiedzialem ze on nie neguje kosciola jako wspolnoty... ale uwaza, ze za daleko posunal sie w sensie biurokratycznymi formalnym. Crosis Pt lip 29, 2005 23:11 Xenotym Dołączył(a): So kwi 23, 2005 17:37Posty: 820 Crosis napisał(a):Xenotym, powiedzialem ze on nie neguje kosciola jako wspolnoty... ale uwaza, ze za daleko posunal sie w sensie biurokratycznymi formalnym. Crosis Doskonale to rozumiem i doskonale się z tym nie zgadzam... sam się zastanawiałem, dlaczego Papież obecny i poprzedni nie unowocześnili Kościoła, nie złagodzili doktryny. I po jakimś czasie sobie odpowiedziałem - Cóż byłby to za Kościół, który by doktrynę do mody ustawiał. I choć nie jestem zaangażowany w praktykę kościelną (nie potrafię wytłumaczyć co mnie w tym nie pasi – tak jest i tyle) - to Kościołowi serdecznie kibicuję. Bo to właśnie Kościół ustami Papież (naszego) uzmysłowił mi jak bardzo w tym trendzie do nowoczesności mijamy się z istotą człowieka - jego sensem istnienia. Mnie moje własne zbawienie specjalnie nie obchodzi. Pragnąłbym jedynie by człowiek znów stał się człowiekiem. Takie modne dziś sprawy aborcja, eutanazja, kara śmierci – cholera – nikt mnie nie przekona, że z komórki powstała istota ma jakiekolwiek prawo by obcinać w nienaturalny sposób – w zakres życia innego człowieka. Mnie idzie o to, że głos merytoryczny właśnie KK mi coraz bardziej odpowiada (z pewnymi zastrzeżeniami). _________________To beer, or not to beer? This is a question. Pt lip 29, 2005 23:35 Anonim (konto usunięte) Wiesz, przetlumacze mu Twojego posta i zobaczymy co z niego wyniknie. Z tego jednak, o czym z nim rozmawialem, to wlasnie taka role kosciola widzi - wskazowki, drogi... ale bez tych wszystkich encyklik, nie jako instytucji sadzacej ludzi. On widzi kosciol jako wspolnote, ktora wypowiada sie przez papieza o pewnych czynach, postawach, jednak czlowiekowi i jego sumieniu pozostawiajaca ocene, ktora potem zweryfikuje bog na sadzie ostatecznym. Crosis Pt lip 29, 2005 23:50 wiking Dołączył(a): Pt lis 12, 2004 21:57Posty: 2184 Drogi Crosis Jak juz bylo wspomniane sama Biblia mowi o Kosciele. Chrystus zostawil nam tez Eucharystie, czyli swoje cialo i krew, bez ludzi ktorym moc to przemieniac nie mielibysmy mozliwosci tego otrzymac. Jak wspomnial Xenotym bez Kosciola nie bylo by Pisma Swietego, pierwsze teksty powstaly jakies 20 lat po powstaniu Kosciola. Samo Pismo Swiete jest wiec owocem zycia wspolnoty, ktora juz zaczela miec swoja organizacje i hierarchie. Wiele listow powstawalo jako odpowiedz na konkretne problemy danych kosciolow, inne rzeczy byly przekazywane ustnie. Ta ustna tradycja, tak jak sam przyklad tych pierwszych swiadkow nie jest zapisany w Pismie Swietym, ale jest przekazywany w liturgii i teologii chrzescianskiej. Pt lip 29, 2005 23:53 Anonim (konto usunięte) No i przeciwko temu on nie ma nic przeciwko. Sprzeciwia sie natomiast "uinstytucjonalnieniu" kosciola, ktory od czasu powstania przeszedl dluga droge, ktora w niektorych momentach przyblizala go, a czasem oddalala od pojedynczego czlowieka. Ja dostrzegam dwa koscioly - kosciol jako wspolnote, wiernych, ktorzy tworza wierni razem z kaplanami, to co opisal Xenotym. I drugi kosciol, jako instytucje, ktora juz z ta wspolnota ma niewiele wspolnego. Crosis Pt lip 29, 2005 23:55 ania Dołączył(a): Pt lis 14, 2003 18:48Posty: 217 Cytuj: Bo to właśnie Kościół ustami Papież (naszego) uzmysłowił mi jak bardzo w tym trendzie do nowoczesności mijamy się z istotą człowieka - jego sensem istnienia. Hmm dotknąłeś tutaj bardzo interesującej , co jest istotą człowieka jego sensem istnienia?Cytuj:Pragnąłbym jedynie by człowiek znów stał się człowiekiem. Czyli ... Napisałeś "znów" tzn., że kiedyś człowiek był człowiekiem kiedy to było i co to znaczy: być człowiekiem?Cytuj:Mnie idzie o to, że głos merytoryczny właśnie KK mi coraz bardziej odpowiada (z pewnymi zastrzeżeniami). Czy mogłbyś nam zdradzić jakie to są zastrzeżenia? Crosis Wierzyć można tylko w Boga. W kościół się nie wierzy. Kościołem się jest. So lip 30, 2005 0:03 Anonim (konto usunięte) No wlasnie... kosciolem sie jest. Ja patrzac z boku dostrzegam wlasnie ta roznice. Kosciol wspolnota, ktorym sie jest, i kosciol ogranizacja, do ktorej sie nalezy. Crosis So lip 30, 2005 0:06 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników
zapytał(a) o 19:21 Wierze w Boga, ale nie w kościół. Dlaczego? Macie taką sytuacje, że wierzycie w Boga (i jesteś chrześcijaninem), ale za to nie wierzycie w kościół? Dlaczego warto wierzyc w kościół, a dlaczego nie warto chodzić do kościoła? ;3 Odpowiedzi Bo w kościele są złodzieje w sukienkach. Ja znam osobę, która wierzy, ale nie chodzi do kościoła z powodu ksieży. To chyba największy powód.:D єנσу мє odpowiedział(a) o 19:28 Wierze w Boga, w kościół nie bo: kościół zarabia na nas...ma większe wypłaty niż Twoi rodzice razem wzięci.. :> Kościół= złodzieje Ja wierzę i w to i w to i jest mi z tym doobrze :D i wydaja kupę kasy na kościoły zamiast np. dla biednych ludzi ,chorych i dzieciaki z domu dziecka -,- . złodzieje najwięcej zarabiają dzięki pokrzywdzonych ludzi przez los bo myślą ze taki facet w sukience im coś pomoże , to nadzieja czy naiwność ? współczuję im wera_159 odpowiedział(a) o 23:31 Ja wierzę w Boga ale absolutnie nie w kościół ...Oni bardzo lubią wmawiać cos ludziom .Dla mnie rad na temat życia może udzielac mi tylko bóg a nie ksiądz co tak na prawdę [CENZURA] wie o życiu bo całe zycie miał dobrze ...! Wierzę w Boga i chodzę do Kościoła bo taka byla wola BogaSą tacy co nie chodza do Kościoła o im sie nie chce, po prostu maja to gdzieśA są tacy co ,,boją'' się księżyJa w swojej parafi mam księrzy super - ekstra więc nie wiem jak mają ci którzy w Kościele maja troche gorszych księrzy Uważasz, że ktoś się myli? lub
Biblia Warszawska Autor: Apostoł Paweł (mógł mieć wówczas 52 lata). Miejsce: Rzym, areszt domowy Cel: Podkreślenie prawdy, że duchowy rozwój dokonuje się dzięki więzi z Chrystusem opartej na wierze, a nie dzięki przestrzeganiu religijnych rytuałów, tajemniczym związkom ze światem ducha i znajomości zasad rzekomo rządzących rzeczywistością. Temat: Chrystus w nas – nadzieja chwały. * Opis księgi na podstawie Przekładu Dosłownego Pisma Świetego Starego i Nowego Przymierza EIB. Rozdział 1 Pozdrowienia 1. 2. Dziękczynienie i modlitwa 3. 4. 5. 6. 7. 8. 9. 10. 11. 12. 13. 14. Osoba i dzieło Jezusa Chrystusa 15. 16. 17. 18. 19. 20. 21. 22. 23. Paweł głosicielem ewangelii Chrystusowej 24. 25. 26. 27. 28. 29. Prawa autorskie i szczegółowe informacje © Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa, 1975 aktualizacja modułu: 2020-07-01 * Prezentowane treści należą do ich właścicieli i wydawców. Tekst pobrany z udostępnionych zasobów programu MyBible -
Andrzej Grajewski: Ten pontyfikat jest dla wielu źródłem radości, ale także pytań czy nawet niepokojów. To jest pontyfikat ciągłości wobec swoich poprzedników czy istotnych korekt ich nauczania? O. Maciej Zięba: To jest zmiana, a nie radykalna korekta. Mamy do czynienia z zupełnie inną osobowością. Jeśli mówić o jakiejś korekcie, to niewątpliwie jest nią fakt, że po raz pierwszy od VIII w. mamy papieża, który nie pochodzi z Europy. To wiele zmienia? Myślę, że tak. Żaden europejski papież nie potrafiłby powiedzieć w Parlamencie Europejskim tak dobitnie, że Europa dzisiaj jest „bezpłodną babcią”. To jest także inne doświadczenie duszpasterskie, krótszy horyzont historyczny, doświadczenie feudalnych podziałów społecznych, innego sposobu życia rodzinnego. To jest inne postrzeganie teologii wyzwolenia, polityki USA, a także Rosji czy niegdyś Związku Radzieckiego. Nam wydaje się ono niekiedy naiwne. W rozmowie z prof. Woltonem papież wprawdzie odrzuca teologię wyzwolenia, ale mówi o teologii ludu, która bliska jest marksistowskiej interpretacji rzeczywistości. Były różne teologie wyzwolenia. Ale jeszcze nie tak dawno w Ameryce Łacińskiej i Europie Zachodniej było wielu jej przedstawicieli, na dźwięk poglądów których włosy jeżyły się z przerażenia, gdyż był to czysty marksizm w polewie chrześcijańskiej. Dlatego Jan Paweł II, widząc różne zagrożenia wynikające z marksizowania teologii wyzwolenia i robienia z niej katolickiej ideologii, poprosił kard. Ratzingera o opracowanie dokumentu, który pokazywałby zagrożenia oraz granice poprawności teologicznej. Potem jednak poprosił o kolejny dokument – o pozytywnych aspektach teologii wyzwolenia, która rozumiana teologicznie, a nie ideologicznie, socjologicznie czy ekonomicznie, ma istotne znaczenie. W Polsce odpowiednikiem takiego myślenia i działania była teologia Solidarności, która mieściła się w granicach ortodoksji i była gorąco wspierana przez Jana Pawła II. Gdy czyta się oceny społeczne Franciszka, ma się wrażenie, że lewicowe myślenie jest mu bliskie. Myślenie Franciszka niewątpliwie różni się od mojego, ale istotniejsze od moich poglądów – uczy soborowa Konstytucja o Kościele – jest szczere, otwarte wsłuchanie się w głos papieża także wtedy, gdy nie przemawia ex cathedra. Duch Święty był obecny zarówno na tym konklawe, jak i na poprzednich. Zatem Kościół coś do mnie mówi przez ten pontyfikat, w inny sposób niż ten, do którego przywykłem, inaczej artykułując pewne kwestie. Przykładowo w swoim pierwszym przemówieniu Franciszek poruszył temat czułości i potem doń często wracał. Wcześniej papieże nie mówili o czułości. Dla mnie, starego zakonnika, było to niezbyt zrozumiałe. Zacząłem to rozważać i dzisiaj znacznie więcej mówię o czułości w życiu chrześcijańskim, a może i sam stałem się bardziej wrażliwy. A co Franciszek mówi do Kościoła w Polsce? Przede wszystkim o dużo większej bliskości między ludźmi, księży ze świeckimi, biskupów z księżmi, o wielkiej roli wspólnot. My w Polsce często tkwimy w pewnych koleinach wielkomiejskich czy całowiejskich parafii. Księża ciężko pracują, ale jesteśmy skoncentrowani na „obsłudze” ludzi, którzy do nas przychodzą: chrzty, spowiedzi, śluby, pogrzeby... I nasze chrześcijaństwo coraz częściej staje się chrzcielno-ślubno-pogrzebowe. A chrześcijaństwo oznacza pójście za Chrystusem. Co to znaczy w praktyce? Musimy ukazywać, że egzystencja każdego z nas jest powołaniem, darem i zadaniem otrzymanym od Chrystusa, a więc trzeba ożywić życie parafialne przez różne wspólnoty, animujące wokół parafii życie intelektualne, społeczne, rodzinne. Ostatnio poświęciłem kazanie Benedyktowi XVI, który na swym obrazku prymicyjnym napisał: „Nie jesteśmy panami waszej wiary, lecz sługami waszej radości”. Wziął to od św. Pawła, który mówi: „Jesteśmy współtwórcami waszej radości”. Młody ks. Ratzinger definiował kapłaństwo jako służenie radości powierzonych mu ludzi. To był 1951 r. Czy w Polsce myślimy w ten sposób o kapłaństwie? Radość to także ważna kategoria w myśleniu Franciszka. Gdyż to jest chrześcijańska kategoria. Paweł VI wydał adhortację „O radości chrześcijańskiej”. Czy możemy mówić o Janie Pawle II bez radości? Bez jego promiennego głoszenia Ewangelii? Na początku i na końcu Ewangelii słyszymy: „Raduj się!” – anioł tak zwraca się do Maryi, a potem do niewiast, które przyszły do pustego grobu. W rdzeń doświadczenia chrześcijańskiego wpisana jest radość. Gdy otworzy się serce przed Chrystusem, to odpowiedzią jest radość, głębokie poruszenie serca. Chrześcijaństwo jest dynamiczne, dlatego Franciszek mówi, by zejść z kanapy. Najbardziej dyskutowanym dokumentem tego pontyfikatu jest adhortacja Amoris laetitia. Jest tam zapisana możliwość dopuszczenia osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach do Komunii św. Jan Paweł II w Familiaris consortio napisał, że osoby rozwiedzione do Komunii św. nie mogą przystępować, gdyż ich obiektywna sytuacja to uniemożliwia. Widzę pomiędzy tymi dokumentami napięcie, które nie ułatwia pozytywnej interpretacji Amoris laetitia. Słusznie pan mówi o napięciu. Dla mnie jednak jest ono oznaką żywotności Kościoła. Tylko w martwych organizmach nie ma żadnych napięć. Takie napięcia niejednokrotnie w historii się zdarzały i nadal będą występować. Ale głęboko wierzę w Kościół, w którym obecny jest Duch Święty. Dlatego powinniśmy dyskutować o żywotnych problemach, dostrzegać zmieniające się konteksty, oświetlać je teologią itd. Oprócz medialnej burzy „o Komunii dla rozwodników” dostrzegam poważną dyskusję teologów, o grzechu śmiertelnym – jakie są jego warunki, znaczenie i implikacje. Także o Eucharystii, o formach Komunii w Kościele, wreszcie o sakramencie małżeństwa. I to jest bardzo poważna dyskusja, którą trzeba toczyć w Kościele. Teologowie już w V w. sformułowali naukę o rozwoju dogmatów. Teraz mówi się o zmianie paradygmatów, co dla mnie jest przejawem nowomowy kościelnej. Zgoda, „zmiana paradygmatów” bardzo mi się nie podoba. Jeśli termin „nowy paradygmat” rozumieć tak, jak wprowadzono go w filozofii nauki, a więc jako zbiór teorii i pojęć tworzących podstawy danej nauki, to w teologii nie ma on żadnego sensu. Natomiast rozwój dogmatów, a przez to i pogłębianie rozumienia naszej wiary, to szkoła starożytnego mnicha św. Wincentego z Lerynu, i to mi się bardzo podoba. Przykładowo Kościół dzisiaj dopuszcza katolicki pogrzeb samobójców, co nie oznacza jednak, że zmieniono nauczanie o grzechu śmiertelnym. Grzech śmiertelny jednak – z definicji – popełnia się w pełni świadomie i w pełni dobrowolnie. A dzisiaj lepiej niż w przeszłości rozumiemy psychikę ludzką i wiemy, że w zasadzie prawie każdy samobójca ma ograniczoną poczytalność, wolność i świadomość swego czynu. To najczęściej są ludzie o rozbitej psychice, znajdujący się w jakiejś straszliwej przymusowej sytuacji. Pochylamy się nad nimi z miłością, ufając w miłosierdzie Boże. Nie zmieniło się nauczanie Kościoła, lecz rozumienie ludzkiej psychiki. Bardzo mądrze na temat rozwoju w Kościele pisał wybitny teolog urodzony w Katowicach Erich Przywara SJ. Na początku Soboru Watykańskiego II napisał on książkę „Kościół wśród przeciwieństw”, w której pokazywał, jak z jednej strony Kościołowi zagraża Scylla dopasowywania się do rzeczywistości, ulegania presji czasu, a z drugiej Charybda sztywności, sklerozy, niezmienności. Nie wolno nam się wpasowywać w rzeczywistość, ulegać presji socjologii, intelektualnej mody czy demografii. Nie wolno dostosowywać się do świata. Ale nie mniejszym niebezpieczeństwem jest sztywność, przekonanie, że nie wolno niczego zmieniać, że każda zmiana jest zdradą, bo każdy szczegół jest niezmiernie ważny. Papież od początku pontyfikatu gestami, nauczaniem, przykładem wzywa Europę do przyjmowania uchodźców, a rządzący w Polsce z nieprzyjmowania uchodźców uczynili fundament doktryny bezpieczeństwa narodowego. Głosy biskupów i całego episkopatu są w tej sprawie jednoznaczne i podkreślają obowiązek przyjmowania uchodźców. Taka po prostu jest Ewangelia. Niestety, propaganda z lewej i prawej strony zmieszała w pojęciu „uchodźcy” w jedno i prawdziwych uchodźców z pożogi wojennej, i migrantów ekonomicznych, i terrorystów. Uchodźcy to ludzie, którzy z powodu jakiejś przeraźliwej, okrutnej sytuacji są zmuszeni do opuszczenia swych stron rodzinnych. Żaden normalny człowiek nie chce uchodzić ze swojego domu. Moja mama była uchodźcą po powstaniu warszawskim. Razem ze swoją mamą (dziadka zamordowano w KL Auschwitz) wyszły ze zburzonej Warszawy z całym dobytkiem mieszczącym się w walizce i ruszyły na poniewierkę. Najpierw do Kielc, a później dotarły na inne gruzowisko do Wrocławia. Los uchodźców jest straszny. Ewangelia w tej sprawie jest jednoznaczna: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, przybyszów w dom przyjąć. My tłumaczymy słowo ksenos jako „przybysz”, ale ono jest mocniejsze – znaczy „obcy”, „dziwny” – nie taki jak wy, odmieniec, a jednak przyjęliście mnie. Niektórzy politycy PiS takie nauczanie nazywają „uporczywą moralną przemocą”. Politycy w tej materii działają antyewangelicznie. Ich poglądy oceniam jako demagogię, straszenie i oszukiwanie ludzi. A zadaniem biskupów jest głoszenie Ewangelii i koniec. Niestety, w Polsce podstawowy problem moralny stał się problemem czysto politycznym. Unia Europejska źle ten problem rozgrywa – to oczywiste. Ale to nie usprawiedliwia propagandy przeciw nieszczęśliwym, bezbronnym ludziom. Trudno godzić się na mechanizmy relokacji czy inne formy przymusowej dystrybucji uchodźców. Pełna zgoda, to musi być dużo mądrzej rozwiązywane. Ale teraz mówimy o konkretnych formach pomocy ludziom znajdującym się w skrajnej potrzebie, np. o korytarzach humanitarnych. To formuła bardzo bezpieczna, umożliwiająca pomoc najsłabszym, przede wszystkim kobietom i dzieciom oraz ludziom potrzebującym specjalistycznej opieki lekarskiej. Ale przekaz mediów publicznych jest jednoznaczny: każdy uchodźca to potencjalny terrorysta. Mówimy o tych najmniejszych, bezradnych osobach, które straciły wszystko i znajdują się w sytuacji dramatycznej. Mówimy o pomocy kilkuset osobom w skali roku w blisko 40-milionowym kraju. Jan Paweł II nazwał problem uchodźców hańbiącą raną naszych czasów. Czy chcemy uczestniczyć w tej hańbie, czy chcemy leczyć tę ranę? Jan Paweł II odezwałby się do rodaków bardziej kategorycznie? Nie ulega żadnej wątpliwości. Tu chodzi o myślenie ewangeliczne. Papieże w tej materii jasno wypowiadają się już od czasów Piusa X. Niedawno obchodziliśmy 105. dzień uchodźców. To nie jest nowy temat, charakterystyczny tylko dla pontyfikatu Franciszka. Jestem przestraszony tym, że polityka przejęła ten temat i zdeterminowała jego rozumienie w sposób całkowicie sprzeczny z Ewangelią. Bardzo się tym trapię jako kapłan katolicki. Wydaje mi się, że grono strapionych nie jest specjalnie liczne. Niestety, obserwuję, jak z coraz większą siłą w nasze myślenie ewangeliczne – katolickie, a zarazem patriotyczne, i dotyczy to nie tylko tego problemu – wkracza myślenie polsko-katolickie, skażone nacjonalizmem. Jan Paweł II podnosił polskość do wymiaru uniwersalnego, katolickiego. Umiłowanie ojczyzny jest formą otwarcia na świat, a nie zamykania się przed nim. Jan Paweł II pisał, że „polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie”, a potem ze smutkiem dodawał, że wydaje mu się, że ten piękny jagielloński wymiar patriotyzmu został ostatnio zapomniany.
nie wierze w kościół