Strona główna Literatura Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcichej Motyw: Przyroda nieożywiona w utworze Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcichej Kazimierz Przerwa-Tetmajer Kazimierz Przerwa-Tetmajer Janosik król Tatr. Z Tatr. Widok ze Świnicy do doliny Wierchcichej. Jan Kasprowicz Z wichrów i hal. Władysław Tarnowski Zakopane. Kazimierz Przerwa-Tetmajer » • Koniec wieku XIX • Nie wierzę w nic • Hymn do Nirwany • Eviva l'arte! • Melodia mgieł nocnych • Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcichej • Anioł Pański • Lubię, kiedy kobieta • Ja, kiedy usta • W lesie • Któż nam powróci • Preludia; Jan Kasprowicz » Tadeusz Miciński Romans panny Opolskiej z panem Główniakiem ebook Kazimierz Przerwa-Tetmajer. 0,0. 8,53 zł. Dodaj do koszyka Hymn do Nirwany – interpretacja. Autor wiersza Kazimierz Przerwa-Tetmajer. tekst wiersza. Autorką interpretacji jest: Adrianna Strużyńska. Wiersz „Hymn do Nir­wa­ny” Ka­zi­mie­rza Prze­rwy-Tet­ma­je­ra zo­stał wy­da­ny w 1894 roku. Po­eta od­wo­łu­je się w nim do bud­dyj­skie­go po­ję­cia nir­wa­ny, sta­nu Kazimierz Przerwa-Tetmajer Ur. 12 lutego 1865 w Ludźmierzu Zm. 18 stycznia 1940 w Warszawie Najważniejsze dzieła: Na Skalnym Podhalu (1910),Legenda Tatr (1912); wiersze: Eviva l'arte; Hymn do Nirwany; Koniec wieku XIX; Prometeusz; Lubię, kiedy kobieta; Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcichej; Pieśń o Jaśku zbójniku; List Hanusi. . Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcichej – interpretacja – Kazimierz Przerwa-Tetmajer W wierszu dominuje uczucie ciszy i ukojenia wynikające z obcowania z górską przyrodą. Panorama Tatr zachwyca poetę pięknem i tajemniczością: góry osnute przezroczystą mgłą, iskrzący się w słońcu potok, senna zieleń smrekowego lasu. Obraz ten wywołuje nastrój zadumy, nieuzasadnionej tęsknoty. Podmiot liryczny wyraźnie widzi przepaść, która rozwarła paszczę ciemną i z której wydobywa się bez brzegu i bez dna tęsknica, niewysłowiony żal…. Budowa: wiersz zbudowany jest z 8 trzywersowych zwrotek. Środki artystyczne: epitety – szumiący…potok, srebrnotęczowy sznur, głuchy… las; synestezje: senna zieleń. Strony: 1 2 Kazimierz Przerwa-Tetmajer   Przerwa-Tetmajer - wiersze (25) Strona 1 z 4 Kazimierz Przerwa-Tetmajer - "Evviva l’arte". Wiersz ten nie jest wolny od goryczy, lecz tym razem ma ona nieco inne podłoże. Podmiot wypowiada się w imieniu artystów, którzy w ówczesnym świecie cierpią nędzę i głód, a którzy są przeciwieństwem ludzi hołdujących wartościom materialnym przez poetę nazwanych nędznym narodem filistrów. Celem artystów obdarzonych przez Stwórcę talentem jest sława. Ich cechą zaś świadomość ... Ściąga - ilość stron: 1 Kazimierz Przerwa-Tetmajer - "Ja, kiedy usta...". Utwór ten reprezentuje lirykę miłosną. Miłość jawi się tutaj z jednej strony jako wyraz żądzy użycia, ale także jako forma ucieczki od otaczającego świata, jako próba zapomnienia o złu, miernocie. Podmiot jest jednak świadom, iż miłość przynosi tylko chwilowe zapomnienie. Stąd określenie śmierci jako błogosławionej i żal towarzyszący podmiotowi, kiedy przemija miłosne ... Ściąga - ilość stron: 1 Kazimierz Przerwa-Tetmajer - "Koniec wieku XIX". Utwór bywa nazywany manifestem polskiego dekadentyzmu. Jest tekstem głęboko pesymistycznym. Ukazuje sylwetkę człowieka końca wieku, pogrążonego w pesymizmie, nie znajdującego oparcia w żadnym systemie wartości, udręczonego życiem. Poeta wymienia dziesięć różnorakich form odnoszących się do światopoglądu i aktywności duchowej człowieka ( religię, ideę, wzgardę, ... Ściąga - ilość stron: 2 Kazimierz Przerwa-Tetmajer - "Na Anioł Pański". Wiersz ma budowę klamrową. Strofa, która rozpoczyna i kończy tekst pełni jednocześnie funkcję refrenu i występując jeszcze dwukrotnie w utworze, oddziela obecne w nim cztery obrazy. Refren stanowi oprawę tekstu, posiada walory muzyczne, a przy tym wyraźnie kształtuje nastrój wiersza. Omawiany wiersz jest przykładem liryki pośredniej. Autor dla wyrażenia określonych stanów ... Ściąga - ilość stron: 2 Kazimierz Przerwa-Tetmajer "Nie wierzę w nic...". Wiersz jest przykładem liryki bezpośredniej. Napisany w duchu dekadentyzmu odzwierciedla nastroje człowieka końca wieku. Szczególnie wyeksponowana została bierność podmiotu lirycznego, o której mówią pierwsze wersy wiersza: „Nie wierzę w nic, nie pragnę niczego na świecie, Wstręt mam do wszystkich czynów, drwię z wszelkich zapałów” W dalszej części ... Ściąga - ilość stron: 2 Młoda Polska jest okresem buntu przeciw utartym schematom i konwencjom, a jednocześnie na nich się opiera. W tym okresie powstały nowe kierunki w sztuce i zostały wykreowane nowe postawy moralne. Koniec XIX wieku niesie ze sobą zmianę sposobu myślenia i postrzegania świata. Kryzys myśli filozoficznej i estetycznej ma duży wpływ na sztukę i literaturę. Wśród artystów budzi się poczucie bezsensowności. I w takiej atmosferze powstają nowe ... Ściąga - ilość stron: 3 Kazimierz Przerwa-Tetmajer - "Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcichej". W utworze tym widać często obecny w poezji twórców Młodej Polski motyw przyrody tatrzańskiej. W ukazaniu urody świata poeta wykorzystał charakterystyczną dla impresjonizmu grę światła, jak również kolorystykę, w której dominują barwy pastelowe, co widać choćby w słowach: „Taki tam spokój... Na gór zbocza światła się zlewa mgła przezrocza, ... Ściąga - ilość stron: 1 Strona 1 z 4  Widok ze Świnicy do Doliny WierchcichejTaki tam spokój... Na gór zbocza światła się zlewa mgła przezrocza, Na senną zieleń gór. Szumiący z dala wśród kamieni, W słońcu się potok skrzy i mieni W srebrno-tęczowy sznur. Ciemno-zielony w mgle złocistej Wśród ciszy drzemie uroczystej Głuchy smrekowy las. Na jasnych, bujnych traw pościeli, Pod słońce się gdzieniegdzie bieli W zieleni martwy głaz. O ścianie nagiej, szarej, stromej, Spiętrzone wkoło skał rozłomy W świetlnych zasnęły mgłach. Ponad doliną się rozwiesza Srebrzysto-turkusowa cisza Nieba w słonecznych skrach. Patrzę ze szczytu w dół: pode mną Przepaść rozwarła paszczę ciemną — Patrzę w dolinę w dal: I jakaś dziwna mnie pochwyca Bez brzegu i bez dna tęsknica, Niewysłowiony żal...Ten utwór nie jest chroniony prawem autorskim i znajduje się w domenie publicznej, co oznacza że możesz go swobodnie wykorzystywać, publikować i rozpowszechniać. Jeśli utwór opatrzony jest dodatkowymi materiałami (przypisy, motywy literackie etc.), które podlegają prawu autorskiemu, to te dodatkowe materiały udostępnione są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa – Na Tych Samych Warunkach opracowany na podstawie: Kazimierz Tetmajer, Wybór poezji, Warszawa 1897Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury ( Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Śląską z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów redakcyjne i przypisy: Paweł Kozioł, Marta Niedziałkowska, Weronika wygenerowany dnia 2011-01-26. Fałsz, zawiść... Fałsz, zawiść, płaskość, mierność, nikczemność, głupota:oto rafy, o które łódź moja potrąca,płynąc przez życia mętne i cuchnące błotapod niebem zachmurzonym, bez gwiazd i bez słońca. Wiem, że błot nie przepłynę - odrzucam precz wiosłai przymknąwszy powieki na dnie łodzi leżę,nie dbając, kędy by mnie mętna woda niosła,nie dbając, gdzie i jakie czeka mnie wybrzeże? Tak płynę ja, zrodzony od czystego morza,do purpurowych wschodów, zachodów złoconych,do gwiazd kroci, orkanu, co gna przez przestworza,do cisz wielkich i sennych i do wysp zielonych. Tak płynę ja, zrodzony, by słoneczne falepruć silnym ruchem ręki leżącej na sterze,by wiry i wietrzyce roztrącać zuchwale - -tak płynę i półmartwo na dnie łodzi leżę. *** (Dusza ma...) Dusza ma, która więcej w wnętrzu swoim tworzy,niż z zewnątrz siebie bierze: coraz niżej toniew jakieś bezdenne głębie, coraz szersze błoniewidzi przed sobą puste, głuche i bez zorzy. Gdy dusza ma w te głębie pogrąży się bez dna,gdy wejdzie na te błonia bez czasu, bez końca:słucham, ale głos żaden uszu mych nie trąca,patrzę, lecz bezmiesięczna mi noc i bezgwiezdna. Dusza ma leci kędyś poza obręb bytu,w jakąś rozwiej przestrzenną, cichą i zamgloną:Nirwana świat mi szarą okrywa zasłonąi wszystko się pogrąża w otchłaniach niebytu Konaj, me serce Konaj, me serce - po co żyć ci dalej?Żadne z twych pragnień nigdy się nie ziści -wrzej, aż cię ogień wewnętrzny przepali,i uschnij, na kształt oderwanych liści. Milcz i umieraj. Ileżeś to razyzadrgało próżno; klątwy ileżkrotnena twe szalone rzucałeś ekstazy,i znów milczało - dumne i samotne. Ale tej nocy posępnej i sennejnie zdołasz milczeć, szał buntu cię zrywa,z milczenia twego powstajesz Gehenny,na ustach twoich drga klątwa straszliwa... Gdyby ta klątwa zmieniła się w gromy,skały się skruszą i spłomieni morze,zadrży sklep niebios wiecznie nieruchomy,gwiazdy zeń runą w przepaść... *** (O melancholio! Ty - duszo mej duszy!) O melancholio! Ty - duszo mej duszy!Wychodzisz ku mnie z ciemnej lasu głuszy,z szumu potoków dźwigasz się powoli,w smutnym mię witasz pokłonie topoli,z łanów słonecznych płyniesz ku mnie z mgłąi z toni wodnych, co wśród wiklin śpią. Gdzie się obrócę, gdzie pójdę, gdzie stanę,widzę cię: w morską nurzysz mi się pianę,w jeziorach błyszczysz i w wulkanach świecisz,nad pałacami miast ogromnych leciszi w tłumie ludzi idziesz za mną w ślad -wędrujesz za mną wszędy, w każdy świat. I wszystkie czyny świata przez zasłonętwą widzieć muszę, aż oczy znużonew powieki kryję i głowę znużonąna twe milczące, mgliste kładę łono,jak na kobiety łono, chociaż wiem,że mi krew zmieni w piołun swoim tchem. *** (... Mów do mnie jeszcze... Za taką rozmową) ... Mów do mnie jeszcze... Za taką rozmowątęskniłem lata... Każde twoje słowosłodkie w mem sercu wywołuje dreszcze -mów do mnie jeszcze... Mów do mnie jeszcze... ludzie nas nie słysząSłowa twe dziwnie poją i kołyszą,Jak kwiatem, każdem słowem twem się pieszczę -Mów do mnie jeszcze... *** (W twego ciała ...) W twego ciała przecudownej czarzeżycie kipi, jak złociste wino:trzykroć, trzykroć ten będzie szczęśliwy,komu dasz się nim upić, dziewczyno. W twego ciała przecudownej głębioczy toną, jak w jeziora falii powrócić na słońce nie mogąz ławic pereł i ławic korali. Lubię, kiedy kobieta... Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu, kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu, gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie, i wargi się wilgotnie rozchylą bezwiednie. Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi, gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi, gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem i oddaje się cała z mdlejacym uśmiechem. I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia, gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia. Lubię to - i tę chwile lubię, gdy koło mnie wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie, a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata. Ja, kiedy usta... Ja, kiedy usta ku twym ustom chylę,nie samych zmysłów szukam upojenia,ja chcę, by myśl ma omdlała na chwilę,chcę czuć najwyższą rozkosz - zapomnienia... Namiętny uścisk zmysły moje studził -Czemu ty patrzysz z twarzą tak wylękłą?Mnie tylko żal jest, żem się już obudziłi że mi serce przed chwilą nie pękło. Błogosławiona śmierć, gdy się posiada,czego się pragnie nad wszystko goręcej,nim twarz przesytu pojawi się blada,nim się zażąda i znowu, i więcej... Ekstaza Nie widzę, słucham cię oczyma, biała!Nagości twojej linie i koloryw hymn mi się jeden łączą różnowzory,w muzykę kształtu, w pieśń twojego ciała...Melodią jesteś i harmonią ciała!Rzucona kędyś w dalekie przestwory,jako przelotne świecisz meteory -pieśń twej piękności promienieje, pała...Komu się zjawisz taka, pójdzie dalejz twarzą od świata odwróconą, senną -tak ci rzeźbiarze, co Wenus promiennąniegdyś w paryjskim marmurze kowali,chodzili cisi, senni między ludem -oni widzieli cud i żyli cudem... Hymn do Nirwany Z otchłani klęsk i cierpień podnoszę głos do ciebie,Nirwano!Przyjdź twe królestwo jako na ziemi, tak i w niebie,Nirwano!Złemu mnie z szponów wyrwij, bom jest utrapień srodze,Nirwano!I niech już więcej w jarzmie krwawiącym kark nie chodzę,Nirwano!Oto mi ludzka podłość kałem w źrenice bryzga,Nirwano!Oto się w złości ludzkiej błocie ma stopa ślizga,Nirwano!Oto mię wstręt przepełnił, ohyda mię zadusza,Nirwano!I w bólach konwulsyjnych tarza się moja dusza,Nirwano!O przyjdź i dłonie twoje połóż na me źrenice,Nirwano!Twym unicestwiającym oddechem pierś niech sycę,Nirwano!Żem żył, niech nie pamiętam, ani wiem, że żyć muszę,Nirwano!Od myśli i pamięci oderwij moją duszę,Nirwano!Od oczu mych odegnaj złe i nikczemne twarze,Nirwano!Człowiecze zburz przede mną bożyszcza i ołtarze,Nirwano!Niech żywot mię silniejszych, słabszych śmierć nie uciska,Nirwano!Niech błędny wzrok rozpaczy przed oczy mi nie błyska,Nirwano!Niech otchłań klęsk i cierpień w łonie się twym pogrzebie,Nirwano!I przyjdź królestwo twoje na ziemi, jak i w niebie,Nirwano! Evviva l'arte Eviva l'arte! Człowiek zginąć musi - cóż, kto pieniędzy nie ma, jest pariasem, nędza porywa za gardło i dusi - zginąć, to zginąć jak pies, a tymczasem, choć życie nasze splunięcia niewarte: evviva l'arte! Eviva l'arte! Niechaj pasie brzuchy nędzny filistrów naród! My, artyści, my, którym często na chleb braknie suchy, my, do jesiennych tak podobni liści, i tak wykrzykniem; gdy wszystko nic warte, evviva l'arte! Evviva l'arte! Duma naszym bogiem, sława nam słońcem, nam, królom bez ziemi, możemy z głodu skonać gdzieś pod progiem, ale jak orły z skrzydły złamanemi - więc naprzód! Cóż jest prócz sławy co warte? evviva l'arte! Evviva l'arte! W piersiach naszych płoną ognie przez Boga samego włożone: więc patrzym na tłum z głową podniesioną, laurów za złotą nie damy koronę, i chociaż życie nasze nic niewarte: evviva l'arte! Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcichej Taki tam spokój... Na gór zbocza światła się zlewa mgła przezrocza, na senną zieleń gór. Szumiący z dala wśród kamieni w słońcu się potok skrzy i mieni w srebrnotęczowy sznur. Ciemnozielony w mgle złocistej wśród ciszy drzemie uroczystej głuchy smrekowy las. Na jasnych, bujnych traw pościeli pod słońce się gdzieniegdzie bieli w zieleni martwy głaz. O ścianie nagiej, szarej, stromej, spiętrzone wkoło skał rozłomy w świetlnych zasnęły mgłach. Ponad doliną się rozwiesza srebrzystoturkusowa cisza nieba w słonecznych skrach. Patrzę ze szczytu w dół: pode mną przepaść rozwarła paszczę ciemną - patrzę w dolinę, w dal: i jakaś dziwna mię pochwycą bez brzegu i bez dna tęsknica, niewysłowiony żal... Melodia mgieł nocnych (Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym) Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie, lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie... Okręcajmy się wstęgą naokoło księżyca, co nam ciała przezrocze tęczą blasków nasyca, i wchłaniajmy potoków szmer, co toną w jeziorze, i limb szumy powiewne, i w smrekowym szept borze, pijmy kwiatów woń rzcźwą, co na zboczach gór kwitną, dźwięczne, barwne i wonne, w głąb wzlatujmy błękitną. Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie, lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie... Oto gwiazdę, co spada, lećmy chwycić w ramiona, lećmy, lećmy ją żegnać, zanim spadnie i skona, puchem mlecza się bawmy i ćmy błoną przezrocza, i sów pierzem puszystym, co w powietrzu krąg toczą, nietoperza ścigajmy, co po cichu tak leci, jak my same, i w nikłe oplatajmy go sieci, z szczytu na szczyt przerzućmy się jak mosty wiszące, gwiazd promienie przybiją do skał mostów tych końce, a wiatr na nich na chwilę uciszony odpocznie, nim je zerwie i w pląsy pogoni nas skocznie... Ta lektura, podobnie jak tysiące innych, jest dostępna on-line na stronie Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fundację Nowoczesna Polska. KAZIMIERZ PRZERWA-TETMAJER Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcichej Taki tam spokój… Na gór zbocza światła się zlewa mgła przezrocza¹, Na senną zieleń gór. Szumiący z dala wśród kamieni, W słońcu się potok skrzy i mieni W srebrno-tęczowy sznur. Ciemno-zielony w mgle złocistej Wśród ciszy drzemie uroczystej Głuchy smrekowy² las. Las Na jasnych, bujnych traw pościeli, Pod słońce się gdzieniegdzie bieli W zieleni martwy głaz. O ścianie nagiej, szarej, stromej, Spiętrzone wkoło skał rozłomy³ W świetlnych zasnęły mgłach. Przyroda nieożywiona Ponad doliną się rozwiesza⁴ Srebrzysto-turkusowa cisza Nieba w słonecznych skrach. Patrzę ze szczytu w dół: pode mną Przepaść rozwarła paszczę ciemną — Patrzę w dolinę w dal: I jakaś dziwna mnie pochwyca Bez brzegu i bez dna tęsknica, Niewysłowiony żal… ¹ rzezroczy — przezroczysty. ² rekowy (gw.) — świerkowy. ³ ci nie n iej z rej ro ej i rzone wko o k roz o y — inwersja: rozłomy skał o nagiej, szarej, stromej ścianie, spiętrzone wkoło. ⁴rozwie z — rym wskazuje na wymowę z ”e pochylonym”, podobnym do głoski ”i”. Tęsknota Ten utwór nie jest chroniony prawem autorskim i znajduje się w domenie publicznej, co oznacza że możesz go swobodnie wykorzystywać, publikować i rozpowszechniać. Jeśli utwór opatrzony jest dodatkowymi materiałami (przypisy, motywy literackie etc.), które podlegają prawu autorskiemu, to te dodatkowe materiały udostępnione są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa – Na Tych Samych Warunkach . PL. Źródło: Tekst opracowany na podstawie: Kazimierz Tetmajer, Wybór poezji, Warszawa  Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury ( Reprodukcja cyowa wykonana przez Bibliotekę Śląską z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów BŚ. Opracowanie redakcyjne i przypisy: Paweł Kozioł, Marta Niedziałkowska, Weronika Trzeciak. - Widok ze winicy do Doliny Wierchcichej 

kazimierz przerwa tetmajer widok ze świnicy do doliny wierchcichej